Przez godzinę rozmawialiśmy na rożne tematy poznając się nawzajem, okazał się nie być taki zły. Myślę, że polubiłam go. Ale nadal pamiętam jego początkowe zachowanie. Muszę na niego uważać.
Zaschło mi w gardle przez te rozmowy z nim. Siegnęłam po butelkę wody. Powoli odkręciłam niebieski korek i przechyliłam pijąc kilka łyków.
-chcesz?-zapytałam z grzeczności. Bo chyba wypada tak. No nie??
Kiwną potwierdzająco głową. I przechylił butelkę. Skończył. Boże ileż można było tego wypić. Połowę butelki wypił.
-dzięki-wyciągnął rękę ku mnie z zamiarem oddania butelki jak myślałam. Ahaa. I źle myślałam. Chlusnął na mnie z butelki. Ja i skórzana kanapa byliśmy mokszy.
-powiedz, że tego nie zrobiłeś-powiedziałam z zaciśniętymi zębami.
-zrobiłem to-uśmiechnął się cwaniacko.
Wyciągnęłam ręce przed siebie i ruchami dłoni i palców pokazywałam, że chciałabym go udusić.
-masz.pięć.sekund.na.ucieczkę-spojrzał na mnie badawczo jakby nie wierzył w moje słowa. Podniósł jedną brew.
-pięć-jego oczy poszerzyły się i zdaje mi się, że nadal nie wierzy w to co mówię-cztery-patrzy na mnie badawczo-trzy-wstałam z kanapy. Chyba zrozumiał i uwierzył, bo też wstał i przeszedł na drugą stronę kanapy nie odrywając wzroku ode mnie.-dwaaaaa jeden!-powiedziałam szybko i nieco głośniej i zaczęłam gonić go. Biegałam za nim po całym salonie, wbiegliśmy do kuchni a ja w biegu złapałam kolejną butelkę wody z zamiarem obalania go nią. Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się na podwórku. Na jego nie szczęście a moje szczęście zaczepił się o coś i upadł. Skorzystałam z okazji i wylałam na niego całą butelkę wody. Był caaaaalusi mokry. Zaczęłam się z niego śmiać. Rozbolał mnie brzuch od śmiechu a jeszcze zrobił taką dziwną minę. No nie mogę no.
-jesteśmy kwita-powiedziałam pomiędzy śmianiem się. Usiadłam na ziemi trzymając się za bolący już brzuch.
-ta i jestem przez ciebie cały mokry jak ja wrócę do domu?-ze zbolałym głosem zapytał. Prychnęłam.
-a to już twój problem, aaaale ty jesteś toż samochodem, nie widzę problemu
-będę miał mokre siedzenie
-nie panikuj dam ci ręcznik, hahah, dobra koniec tego dobrego, chce mi się spać a ty powinieneś już wracać
-nie kulturalnie tak wyganiać
-kultura to nie ja i nie o mnie
Wstaliśmy. Weszliśmy do domu.
-poczekaj chwile-rzuciłam. Skierowałam się do łazienki. Na prawo znajduje się szawka w której są ręczniki. Wyciągnęłam mięciutki czarny ręcznik. Przy okazji związałam włosy w niedbałego koczka. Wyszłam z łazienki. W korytarzu przy drzwiach jeszcze stał Harry.
-proszę, tylko masz mi później oddać-podałam mu ręcznik
-pomyślę
-i tak wiem, że oddasz - uśmiechnęłam się. Otworzył drzwi i wyszedł. Zrobiłam to samo, patrzyłam jak szedł do samochodu.-aa i dzięki za wieczór-stanął i odwrócił się.
-spoko, może kiedyś to powtórzymy
-no jasne, to pa
Nie odpowiedział. Otworzył drzwi samochodu, ułożył na fotelu czarny ręcznik, usiadł, odpalił silnik i odjechał. Nie patrzyłam jak znikają czerwone światła za horyzontem? Tak? Bo niby kurde po co. Wróciłam do domu. Kurde i nie wiem co robić. Tak to chociaż rozmawiałam z kimś. A teraz? Sama. Mogę iść niby do siostry. Ale po co. Dobra może coś obejrzę w TV. Aaale najpierw idę wziąć szybki prysznic. (Nie będę wam tego opisywać :p) wyszłam z łazienki w majtkach i bluzce. Nie lubię spać w staniku. Noc to czas w którym nie chcę by coś uciskało mi gdzieniegdzie. Czuję się wtedy taka wolna? Nie wiem jak to nazwać. Może to i dziwne. Ale nie przejmuje się tym. A tak w ogóle, dla innych dziewczyn nie lepiej spać bez stanika? Jeżeli nie to czapki z głów. A tak serio to miałam chyba coś robić. Kurde. Zapomniałam... Chuj tam. Obejrze sobie jakąś komedię romantyczna na laptopie. Weszłam po czarnych schodach na górę. Dotarłam do mojego pokoju. Wzięłam z biórka kremowy i poobklejany jakimiś naklejkami i kryształami laptop i ładowarkę do niego. Położyłam go na łóżku, a ładowarkę podłączyłam do niego i do gniazdka. Usiadłam szybko na łóżku i włączyłam go. Wpisałam hasło. Weszłam na google i wpisałam 'komedie romantyczne zapytaj'. Wyskoczyło mi parę opcji. Kliknęłam w pierwszą. Było dużo propozycji. Jeden tytuł mnie zaintrygował. „Trzy metry nad niebem". Skopiowałam nazwę. Kliknęłam wstecz. Usunęłam poprzednią wyszukiwaną frazę a wkleiłam tą. Wyskoczyło mi wiele recenzji ale i stron na których mogłam to obejrzeć. W jedno z nich kliknęłam. Tak! Za pierwszym razem dobry link. Kliknęłam 'play'. Film się zaczął. Podgłosiłam dźwięk i powiększyłam okienko filmu. Położyłam się pod kordłą i zaczęłam oglądać przytulając się do poduszki.
Szczerze? Po obejrzeniu filmu poczułam się bardziej samotna. Bardziej niż zwykle. Ale co ja na to poradzę. Oczy zaczęły piec mnie w kącikach. Nieee! Nie nie nie. Tylko nie płacz. Zaczęłam mrugać ale i tak nic to nie dało. Rozryczałam się jak małe dziecko któremu zabrano misia. A właśnie...miś! Przecież mam mojego białego ukochanego wielkiego miękkiego misia. Zajrzałam pod łóżko. Jeeest. Zaniedbałam go ale można jeszcze się przytulić. Nie chce mi się nawet sięgać po fajki. Chcę by ktoś był tu przy mnie. Czemu jestem tak beznadziejna. Dlaczego?! Zadzwonię do Nialla. Nie. Głupi pomysł. Nawalony jak szpak pewnie teraz śpi. Boli. Nie mogę teraz na nim polegać! Boże jeżeli istniejesz pomóż mi! Daj jakiś znak! Nie zwracam teraz uwagi na łzy. Niech lecą.
Przytuliłam się mocniej do misia. Dzielnie przyjmował moje łzy. Mam teraz tylko jego. Tylko miś mnie trzyma przy życiu. Może chisteryzuje i wydaje się to absurdalne. Ale tylko miś teraz tu jest. Gdy powinien być człowiek! Kurwaaaaaaaaaaaaaa!!!
sobota, 26 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz