Cały następny dzień przeleżałam w łóżku użalając się nad sobą. Tak samo jak i następny i następny i następny i następny...aż w końcu pewnej słonecznej niedzieli obudził mnie zapach naleśników.
Oszołomiona podniosłam się do pozycji siedzącej. Pierwszą myślą było to, że wydaje mi się. Przecież nikogo w domu nie ma. Siostra toż dwa dni temu wyjechała do Indii. Niall wie, że ma się nie pokazywać. Chociaż to pewnie może być on. Kto inny wszedł by bez zapowiedzi do mojego domu. Wstałam. Zrobiłam poranną toaletę plus prysznic. Założyłam grube skarpetki, spodenki, sweter, włosy upięłam w niedbałego niby koka. Zapach naleśników nie zniknął. Pogłębił się bardziej. Chcąc sprawdzić kto jest na dole zeszłam na dół. Gdy byłam na dole byłam przekonana, że jest tam Niall. Dlatego zdecydowałam podbiec do niego i się wtulić. Przyśpieszyłam kroku. Szłam coraz szybciej. I szybciej. I wchodząc do kuchni stanęłam. No po prostu widok ten uderzył we mnie z taka siła... Nie umiem opisać tego.
-co ty tu robisz?-Harry stał i jak gdyby nigdy nic smarzył naleśniki
-dzień dobry - uśmiechnął się - śniadanie, wiem, że jesteś głodna - chciałam mu przerwać i coś powiedzieć na temat tego ze nie jestem głodna- wyglądasz jak śmierć, serio, ty nie sypiasz nocami czy jak
-nie ma to jak krytyka od rana, ech, nie jestem głodna Harry-usiadłam przy blacie na wysokim krześle i oparłam się o blat łokciami.
-ależ jesteś i nie marudź - cmoknął mi w powietrzu u wrócił do robienia naleśników. Patrzyłam na jego ruchy. Jak przewraca te naleśniki. Jak odwrócił się by wyjąć z szawki Nutellę. Ech mogłabym...
-zdjęcie zrób-wyrwał mnie z myśli słowami których nie usłyszałam
-co?
-nic nic. - przysunął talerz z naleśnikami Nutellę i bitą śmietanę- proszę i smacznego.
-a ty nie będziesz jadł?
-już zdąrzyłem zjeść kilka zanim tu przyszłaś-mrugnął. Kocham to jak mruga do mnie jednym okiem. To jest takie urocze i słodkie. Dobra dość myślenia o nim. Pora jeść. Omomomom :)
Zjadłam aż trzy naleśniki. Serio to i tak za dużo. O wiele. Nic już nie zmieszczę.
-masz jakieś plany na dzisiaj?-zapytał nagle, tak z nikąd.
-miałam-rzuciłam obojętnym tonem
-niby jakie? Zaskocz mnie
-miałam leżeć w łóżku iiii
-tak myślałem. Więc dzisiaj gdzieś pojedziemy. Jest ciepło. Trzeba korzystać.
-ale..
-o nie nie. Jedziemy i koniec.
-dobrze-powiedziałam udając że nie obchodzi mnie to-nie musisz przypadkiem iść już?
-nie. Zostanę u ciebie. A co, wyganiasz mnie?-zrobił smutną minkę. On myśli że ta minka jest smutna. Ona jest...hm...śmieszna. I słodka.
-nie, nie wyganiam-wstałam z krzesła i poszłam do salonu by usiąść na kanapie i poszukaś czegoś do obejrzenia w TV-idziesz?-zapytałam z grzeczności. Tego kultura wymaga przecież.
-jasne.
20 minut później siedzieliśmy na kanapie. Ja oparta o niego. Jego ręka oplatała mnie w talii. W ciszy oglądaliśmy jakąś komedie romantyczną. Później zrobiło mi się nie wygodnie i położyłam się na kanapie, moja głowa na jego udach. Jego ręce bawiły się moimi włosami. Mogę przysiąść, że teraz się uśmiecha. Ech. W filmie pojawiła się scena w której zaczęło lać jak z cebra a para moknąc zaczęła tańczyć w nim i całować się. Chciałabym tak. Chciałabym mieć kogoś takiego jak w tym filmie. Chciałabym by moje życie było jak ten film. Chciałabym być szczęśliwa. Mieć dla kogo budzić się, dla kogo żyć. Chciałabym mieć kogoś w kim miałabym wsparcie, pocieszenie. A nie mam nikogo. Teraz leże sobie z Harrym. Gdy myślę o nim mam dziwne uczucie w brzuchu. Nie znam go. Nie wiem czemu tak jest. Może to coś źle ze mną. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Tylko i jedynie nimi. Jeżeli będzie coś więcej..nie, co ja wygaduje, nic takiego nie może się stać. Nie z nim. Nie chce go...stracić?
Harry
Mam mętlik w głowie. Masakra. Boli mnie już głowa o myśleniu o niej. Jest wyjątkowa. Piękna, delikatna, wrażliwa. To mnie do niej przyciąga. Tylko jest jedna myśl, jest coś co nie pozwala mi do niej bardziej się zbliżyć. Chodzi o to, że jestem potworem. Skrzywdze ją. Prędzej czy później. Nie chcę by wylała przeze mnie jakiekolwiek łzy. Nie chcę by cierpiała przez takiego kogoś jak ja. Chcę ją chronić, a z drugiej strony boję się, że to ja będę tym który ją skrzywdzi.
Teraz leży na moich udach, taka bezbronna, niewinna. Jej piękne czerne włosy leżą porozwalane. Nie mogłem się powstrzymać od nie dotknięcia ich. Ale...ech, ale to chyba nie jest normalne. Prawda?
Zostawiłem jej włosy w spokoju i pogrążyłem się w oglądaniu dalszej części seansu. Później kolejnego i kolejnego. W sumie czemu nie.
Kim
-Kim wstawaj-lekko zachrypnięty głos budził mnie? To ja zasnęłam?-już pora jechać.-ulżyło mi, że jednak pojedziemy. Myślałam, że nie będzie mnie już budził.
Przetarłam oczy i wstałam. Harry złapał mnie za rękę i ruszył w stronę drzwi. Kurde ale ja nie mogę tak wyjść. Na pewno wyglądam okropnie.
-Harry-powiedziełam cicho mającnnadzieję, że mnie usłyszy, zatrzymał się i odwrócił twarzą w moją stronę-chodzi o to, że...no...ech
-co jest? Nie chcesz jechać? Nie ma sprawy możemy zostać-powiedział jakby nigdy nic. Czyli nie zależy mu jechać już tam..gdziekolwiek to chciał jechać.
-nie, po prostu pewnie wyglądam teraz okropnie i chciałabym tro...-przerwał mi
-wyglądasz pięknie jak zawsze- po tych słowach nabrałam pewności siebie i pozwoliłam byśmy w końcu udali się tam gdzie chciał byśmy pojechali.
~~~~
Byłam podekscytowana w trakcie jazdy. Chciałam już być w tym miejscu. Gdy dojechaliśmy trochę skrzywiłam się. Nie myślałam, że wywiezie nas w jakieś pole koło górki i gdzieniegdzie las. To tu chciał mnie przywiść? Tu nie ma nic specjalnie pięknego. Zwykły widok. Chłopak pomógł mi wyjść z samochodu, złapał za dłoń i skierował się w stronę górki na której stało pełno drzew. Po co niby mnie tak prowadzi. W las? W nim nic nie ma. W jednym filmie widziałam jak facet prowadzi dziewczynę, gwałci ją i pożuca w lesie. O kurde... Ale on mi nic nie zrobi prawda? Ciężko już było mi iść pod górę. Nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Będę miała na pewno jakieś odciski.
-nie dasz rady już iść?-zapytał. Skinęłam tylko głową. Nic nie odpowiedział tylko wziął mnie na ręce w stylu małżeńskim. Oplotłam ręce wokół jego szyi i oparłam głowę. Zamknęłam oczy.
Po krótkiej wędrówce chłopak stanął
-jesteśmy- otworzylam oczy i spojrzałam na niego, który właśnie stawiał mnie na ziemi. Patrzyłam na niego. Mogę tak tu stać i patrzeć na niego godzinami-owróc się-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
Gdy to zrobiłam zamarłam. Tu jest tak pięknie. Widok na wielką rzekę, lasy, dalej miasto które tutaj wydaje się takie małe i pomarańczowe słońce które chowa się za choryzontem. Powietrze tutaj jest takie świerze, czyste i lekkie. Delikatny wiatr przyprawia mnie o gęsią skórkę. Gdybym miała tu zostać. Nie wachałabym się ani chwili dłużej. Mogę tu nawet umrzeć.
-Harry-mruknęłam-skąd znasz to miejsce? Tu jest tak...ech-zrobiłam głęboki wdech i wydech, odwróciłam się do niego-...tak pięknie-spojrzałam w jego oczy, które teraz były przepełnione troską, szczęściem, ale i nie wiem czemu zmieszaniem...Dlaczego?-Harry, czy coś się stało?-westchnął.
-nie-powiedział delikatnym głosem i założył mój zbłąkany kosmyk włosów za ucho-ciesze się, że podoba ci się to miejsce-uniósł w górę prawy kącik ust.
***
Chłopak przyniósł kolorowy koc w kratkę i rozłożył go na ziemi. Zostaliśmy w tym miejscu do nocy. Do pory w której pojawiły się gwiazdy i piękny, srebrny księżyc. W ciszy leżymy obok siebie wpatrzeni w gwiazdy. Chciałabym przerwać jednak tą ciszę, ale nie wiem jak. Boję się o cokolwiek zapytać. Nie wiem o co w ogóle zapytać. Może ta cisza jest dobra. Może tak powinni teraz być. W końcu nie często można w ciszy leżeć i podziwiać majestatyczne gwiezdne konstelacje. Westchnęłam. Zamknęłam na chwilę oczy. Poczułam lekki zimny wietrzyk. Przebiegł przeze mnie dreszcz. Gęsia skórka. On tego na szczęście nie zauważył. Może to i dziwne. Dziewczyny chciałyby by taki ktoś jak Harry Styles je teraz przytulił, podzielił się swoim ciepłem. Ja jestem inna. Taa...co ty kurwa pieprzysz! Pragniesz go! Chcesz by on też to zrobił w tym momencie. Kłamiesz! Kłamiesz jak zawsze! Dlaczego!? Moja podświadomość nie daje mi spokoju.
Otworzyłam oczy i ujrzałam spadającą gwiazdę. Nie wierzę by mogła ona spełnić moje marzenie. Chociaż może warto spróbować. Przmknęłam ponowie oczy... Pragnę by ktoś mnie wkońcu pokochał. Pragnę być szczęśliwą.
Otworzyłam oczy. Poczułam na sobie wzrok chłopaka. Skierowałam wzrok na jego twarz. Ciemne loczki opadają na czoło. Oczy wpatrzone w moje. Można się w nich zakochać. Tak. Dziewczyna która z nim będzie nawet nie wie jaką jest szczęściarą.
-wracamy?-zapytałam, głosem z pokaźną chrypką. Boże jak ja teraz beznadziejnie musiałam brzmieć.
Nic nie odpowiedział. Pokiwał potwierdzająco głową.
***
Odprowadził mnie pod same drzwi. Otworzyłam zamek. Przekręciłam brązową klamkę. Otworzyłam lekko drzwi. Stanęłam przodem do chłopaka..
-no too..
-to too..-powtórzył za mną
-to pa-rzuciłam jak najszybciej. Tak samo schowałam się za drzwiawi. Oparłam się tyłem o nie. Niezręczna sytuacja. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Tak jakby wszystko się we mnie zatrzymało. Nie potrafiłam nic więcej powiedzieć.
***
Od godziny leże w tym pieprzonym łóżku i nie dam rady zasnąć. Myślę o życiu. O tym co robię. O sensie wszystkiego. O mojej przeszłości, w tym o mojej chorobie. O mojej przyszłości. O NIM. Powinnam zerwać znajomości ze wszystkimi mężczyznami w moim beznadziejnym życiu. Będę gnić w domu aż do usranej śmierci. Chuj mnie obchodzi kto co pomyśli. Dam radę jako stara panna. Będę kochała tylko moje koty. One mnie zranią tylko fizycznie. Człowiek niestety psychicznie. Tego nie przeżyje.
Oszołomiona podniosłam się do pozycji siedzącej. Pierwszą myślą było to, że wydaje mi się. Przecież nikogo w domu nie ma. Siostra toż dwa dni temu wyjechała do Indii. Niall wie, że ma się nie pokazywać. Chociaż to pewnie może być on. Kto inny wszedł by bez zapowiedzi do mojego domu. Wstałam. Zrobiłam poranną toaletę plus prysznic. Założyłam grube skarpetki, spodenki, sweter, włosy upięłam w niedbałego niby koka. Zapach naleśników nie zniknął. Pogłębił się bardziej. Chcąc sprawdzić kto jest na dole zeszłam na dół. Gdy byłam na dole byłam przekonana, że jest tam Niall. Dlatego zdecydowałam podbiec do niego i się wtulić. Przyśpieszyłam kroku. Szłam coraz szybciej. I szybciej. I wchodząc do kuchni stanęłam. No po prostu widok ten uderzył we mnie z taka siła... Nie umiem opisać tego.
-co ty tu robisz?-Harry stał i jak gdyby nigdy nic smarzył naleśniki
-dzień dobry - uśmiechnął się - śniadanie, wiem, że jesteś głodna - chciałam mu przerwać i coś powiedzieć na temat tego ze nie jestem głodna- wyglądasz jak śmierć, serio, ty nie sypiasz nocami czy jak
-nie ma to jak krytyka od rana, ech, nie jestem głodna Harry-usiadłam przy blacie na wysokim krześle i oparłam się o blat łokciami.
-ależ jesteś i nie marudź - cmoknął mi w powietrzu u wrócił do robienia naleśników. Patrzyłam na jego ruchy. Jak przewraca te naleśniki. Jak odwrócił się by wyjąć z szawki Nutellę. Ech mogłabym...
-zdjęcie zrób-wyrwał mnie z myśli słowami których nie usłyszałam
-co?
-nic nic. - przysunął talerz z naleśnikami Nutellę i bitą śmietanę- proszę i smacznego.
-a ty nie będziesz jadł?
-już zdąrzyłem zjeść kilka zanim tu przyszłaś-mrugnął. Kocham to jak mruga do mnie jednym okiem. To jest takie urocze i słodkie. Dobra dość myślenia o nim. Pora jeść. Omomomom :)
Zjadłam aż trzy naleśniki. Serio to i tak za dużo. O wiele. Nic już nie zmieszczę.
-masz jakieś plany na dzisiaj?-zapytał nagle, tak z nikąd.
-miałam-rzuciłam obojętnym tonem
-niby jakie? Zaskocz mnie
-miałam leżeć w łóżku iiii
-tak myślałem. Więc dzisiaj gdzieś pojedziemy. Jest ciepło. Trzeba korzystać.
-ale..
-o nie nie. Jedziemy i koniec.
-dobrze-powiedziałam udając że nie obchodzi mnie to-nie musisz przypadkiem iść już?
-nie. Zostanę u ciebie. A co, wyganiasz mnie?-zrobił smutną minkę. On myśli że ta minka jest smutna. Ona jest...hm...śmieszna. I słodka.
-nie, nie wyganiam-wstałam z krzesła i poszłam do salonu by usiąść na kanapie i poszukaś czegoś do obejrzenia w TV-idziesz?-zapytałam z grzeczności. Tego kultura wymaga przecież.
-jasne.
20 minut później siedzieliśmy na kanapie. Ja oparta o niego. Jego ręka oplatała mnie w talii. W ciszy oglądaliśmy jakąś komedie romantyczną. Później zrobiło mi się nie wygodnie i położyłam się na kanapie, moja głowa na jego udach. Jego ręce bawiły się moimi włosami. Mogę przysiąść, że teraz się uśmiecha. Ech. W filmie pojawiła się scena w której zaczęło lać jak z cebra a para moknąc zaczęła tańczyć w nim i całować się. Chciałabym tak. Chciałabym mieć kogoś takiego jak w tym filmie. Chciałabym by moje życie było jak ten film. Chciałabym być szczęśliwa. Mieć dla kogo budzić się, dla kogo żyć. Chciałabym mieć kogoś w kim miałabym wsparcie, pocieszenie. A nie mam nikogo. Teraz leże sobie z Harrym. Gdy myślę o nim mam dziwne uczucie w brzuchu. Nie znam go. Nie wiem czemu tak jest. Może to coś źle ze mną. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Tylko i jedynie nimi. Jeżeli będzie coś więcej..nie, co ja wygaduje, nic takiego nie może się stać. Nie z nim. Nie chce go...stracić?
Harry
Mam mętlik w głowie. Masakra. Boli mnie już głowa o myśleniu o niej. Jest wyjątkowa. Piękna, delikatna, wrażliwa. To mnie do niej przyciąga. Tylko jest jedna myśl, jest coś co nie pozwala mi do niej bardziej się zbliżyć. Chodzi o to, że jestem potworem. Skrzywdze ją. Prędzej czy później. Nie chcę by wylała przeze mnie jakiekolwiek łzy. Nie chcę by cierpiała przez takiego kogoś jak ja. Chcę ją chronić, a z drugiej strony boję się, że to ja będę tym który ją skrzywdzi.
Teraz leży na moich udach, taka bezbronna, niewinna. Jej piękne czerne włosy leżą porozwalane. Nie mogłem się powstrzymać od nie dotknięcia ich. Ale...ech, ale to chyba nie jest normalne. Prawda?
Zostawiłem jej włosy w spokoju i pogrążyłem się w oglądaniu dalszej części seansu. Później kolejnego i kolejnego. W sumie czemu nie.
Kim
-Kim wstawaj-lekko zachrypnięty głos budził mnie? To ja zasnęłam?-już pora jechać.-ulżyło mi, że jednak pojedziemy. Myślałam, że nie będzie mnie już budził.
Przetarłam oczy i wstałam. Harry złapał mnie za rękę i ruszył w stronę drzwi. Kurde ale ja nie mogę tak wyjść. Na pewno wyglądam okropnie.
-Harry-powiedziełam cicho mającnnadzieję, że mnie usłyszy, zatrzymał się i odwrócił twarzą w moją stronę-chodzi o to, że...no...ech
-co jest? Nie chcesz jechać? Nie ma sprawy możemy zostać-powiedział jakby nigdy nic. Czyli nie zależy mu jechać już tam..gdziekolwiek to chciał jechać.
-nie, po prostu pewnie wyglądam teraz okropnie i chciałabym tro...-przerwał mi
-wyglądasz pięknie jak zawsze- po tych słowach nabrałam pewności siebie i pozwoliłam byśmy w końcu udali się tam gdzie chciał byśmy pojechali.
~~~~
Byłam podekscytowana w trakcie jazdy. Chciałam już być w tym miejscu. Gdy dojechaliśmy trochę skrzywiłam się. Nie myślałam, że wywiezie nas w jakieś pole koło górki i gdzieniegdzie las. To tu chciał mnie przywiść? Tu nie ma nic specjalnie pięknego. Zwykły widok. Chłopak pomógł mi wyjść z samochodu, złapał za dłoń i skierował się w stronę górki na której stało pełno drzew. Po co niby mnie tak prowadzi. W las? W nim nic nie ma. W jednym filmie widziałam jak facet prowadzi dziewczynę, gwałci ją i pożuca w lesie. O kurde... Ale on mi nic nie zrobi prawda? Ciężko już było mi iść pod górę. Nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Będę miała na pewno jakieś odciski.
-nie dasz rady już iść?-zapytał. Skinęłam tylko głową. Nic nie odpowiedział tylko wziął mnie na ręce w stylu małżeńskim. Oplotłam ręce wokół jego szyi i oparłam głowę. Zamknęłam oczy.
Po krótkiej wędrówce chłopak stanął
-jesteśmy- otworzylam oczy i spojrzałam na niego, który właśnie stawiał mnie na ziemi. Patrzyłam na niego. Mogę tak tu stać i patrzeć na niego godzinami-owróc się-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
Gdy to zrobiłam zamarłam. Tu jest tak pięknie. Widok na wielką rzekę, lasy, dalej miasto które tutaj wydaje się takie małe i pomarańczowe słońce które chowa się za choryzontem. Powietrze tutaj jest takie świerze, czyste i lekkie. Delikatny wiatr przyprawia mnie o gęsią skórkę. Gdybym miała tu zostać. Nie wachałabym się ani chwili dłużej. Mogę tu nawet umrzeć.
-Harry-mruknęłam-skąd znasz to miejsce? Tu jest tak...ech-zrobiłam głęboki wdech i wydech, odwróciłam się do niego-...tak pięknie-spojrzałam w jego oczy, które teraz były przepełnione troską, szczęściem, ale i nie wiem czemu zmieszaniem...Dlaczego?-Harry, czy coś się stało?-westchnął.
-nie-powiedział delikatnym głosem i założył mój zbłąkany kosmyk włosów za ucho-ciesze się, że podoba ci się to miejsce-uniósł w górę prawy kącik ust.
***
Chłopak przyniósł kolorowy koc w kratkę i rozłożył go na ziemi. Zostaliśmy w tym miejscu do nocy. Do pory w której pojawiły się gwiazdy i piękny, srebrny księżyc. W ciszy leżymy obok siebie wpatrzeni w gwiazdy. Chciałabym przerwać jednak tą ciszę, ale nie wiem jak. Boję się o cokolwiek zapytać. Nie wiem o co w ogóle zapytać. Może ta cisza jest dobra. Może tak powinni teraz być. W końcu nie często można w ciszy leżeć i podziwiać majestatyczne gwiezdne konstelacje. Westchnęłam. Zamknęłam na chwilę oczy. Poczułam lekki zimny wietrzyk. Przebiegł przeze mnie dreszcz. Gęsia skórka. On tego na szczęście nie zauważył. Może to i dziwne. Dziewczyny chciałyby by taki ktoś jak Harry Styles je teraz przytulił, podzielił się swoim ciepłem. Ja jestem inna. Taa...co ty kurwa pieprzysz! Pragniesz go! Chcesz by on też to zrobił w tym momencie. Kłamiesz! Kłamiesz jak zawsze! Dlaczego!? Moja podświadomość nie daje mi spokoju.
Otworzyłam oczy i ujrzałam spadającą gwiazdę. Nie wierzę by mogła ona spełnić moje marzenie. Chociaż może warto spróbować. Przmknęłam ponowie oczy... Pragnę by ktoś mnie wkońcu pokochał. Pragnę być szczęśliwą.
Otworzyłam oczy. Poczułam na sobie wzrok chłopaka. Skierowałam wzrok na jego twarz. Ciemne loczki opadają na czoło. Oczy wpatrzone w moje. Można się w nich zakochać. Tak. Dziewczyna która z nim będzie nawet nie wie jaką jest szczęściarą.
-wracamy?-zapytałam, głosem z pokaźną chrypką. Boże jak ja teraz beznadziejnie musiałam brzmieć.
Nic nie odpowiedział. Pokiwał potwierdzająco głową.
***
Odprowadził mnie pod same drzwi. Otworzyłam zamek. Przekręciłam brązową klamkę. Otworzyłam lekko drzwi. Stanęłam przodem do chłopaka..
-no too..
-to too..-powtórzył za mną
-to pa-rzuciłam jak najszybciej. Tak samo schowałam się za drzwiawi. Oparłam się tyłem o nie. Niezręczna sytuacja. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Tak jakby wszystko się we mnie zatrzymało. Nie potrafiłam nic więcej powiedzieć.
***
Od godziny leże w tym pieprzonym łóżku i nie dam rady zasnąć. Myślę o życiu. O tym co robię. O sensie wszystkiego. O mojej przeszłości, w tym o mojej chorobie. O mojej przyszłości. O NIM. Powinnam zerwać znajomości ze wszystkimi mężczyznami w moim beznadziejnym życiu. Będę gnić w domu aż do usranej śmierci. Chuj mnie obchodzi kto co pomyśli. Dam radę jako stara panna. Będę kochała tylko moje koty. One mnie zranią tylko fizycznie. Człowiek niestety psychicznie. Tego nie przeżyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz