czwartek, 22 maja 2014

Cały następny dzień przeleżałam w łóżku użalając się nad sobą. Tak samo jak i następny i następny i następny i następny...aż w końcu pewnej słonecznej niedzieli obudził mnie zapach naleśników.
Oszołomiona podniosłam się do pozycji siedzącej. Pierwszą myślą było to, że wydaje mi się. Przecież nikogo w domu nie ma. Siostra toż dwa dni temu wyjechała do Indii. Niall wie, że ma się nie pokazywać. Chociaż to pewnie może być on. Kto inny wszedł by bez zapowiedzi do mojego domu. Wstałam. Zrobiłam poranną toaletę plus prysznic. Założyłam grube skarpetki, spodenki, sweter, włosy upięłam w niedbałego niby koka. Zapach naleśników nie zniknął. Pogłębił się bardziej. Chcąc sprawdzić kto jest na dole zeszłam na dół. Gdy byłam na dole byłam przekonana, że jest tam Niall. Dlatego zdecydowałam podbiec do niego i się wtulić. Przyśpieszyłam kroku. Szłam coraz szybciej. I szybciej. I wchodząc do kuchni stanęłam. No po prostu widok ten uderzył we mnie z taka siła... Nie umiem opisać tego.
-co ty tu robisz?-Harry stał i jak gdyby nigdy nic smarzył naleśniki
-dzień dobry - uśmiechnął się - śniadanie, wiem, że jesteś głodna - chciałam mu przerwać i coś powiedzieć na temat tego ze nie jestem głodna- wyglądasz jak śmierć, serio, ty nie sypiasz nocami czy jak
-nie ma to jak krytyka od rana, ech, nie jestem głodna Harry-usiadłam przy blacie na wysokim krześle i oparłam się o blat łokciami.
-ależ jesteś i nie marudź - cmoknął mi w powietrzu u wrócił do robienia naleśników. Patrzyłam na jego ruchy. Jak przewraca te naleśniki. Jak odwrócił się by wyjąć z szawki Nutellę. Ech mogłabym...
-zdjęcie zrób-wyrwał mnie z myśli słowami których nie usłyszałam
-co?
-nic nic. - przysunął talerz z naleśnikami Nutellę i bitą śmietanę- proszę i smacznego.
-a ty nie będziesz jadł?
-już zdąrzyłem zjeść kilka zanim tu przyszłaś-mrugnął. Kocham to jak mruga do mnie jednym okiem. To jest takie urocze i słodkie. Dobra dość myślenia o nim. Pora jeść. Omomomom :)
Zjadłam aż trzy naleśniki. Serio to i tak za dużo. O wiele. Nic już nie zmieszczę.
-masz jakieś plany na dzisiaj?-zapytał nagle, tak z nikąd.
-miałam-rzuciłam obojętnym tonem
-niby jakie? Zaskocz mnie
-miałam leżeć w łóżku iiii
-tak myślałem. Więc dzisiaj gdzieś pojedziemy. Jest ciepło. Trzeba korzystać.
-ale..
-o nie nie. Jedziemy i koniec.
-dobrze-powiedziałam udając że nie obchodzi mnie to-nie musisz przypadkiem iść już?
-nie. Zostanę u ciebie. A co, wyganiasz mnie?-zrobił smutną minkę. On myśli że ta minka jest smutna. Ona jest...hm...śmieszna. I słodka.
-nie, nie wyganiam-wstałam z krzesła i poszłam do salonu by usiąść na kanapie i poszukaś czegoś do obejrzenia w TV-idziesz?-zapytałam z grzeczności. Tego kultura wymaga przecież.
-jasne.
20 minut później siedzieliśmy na kanapie. Ja oparta o niego. Jego ręka oplatała mnie w talii. W ciszy oglądaliśmy jakąś komedie romantyczną. Później zrobiło mi się nie wygodnie i położyłam się na kanapie, moja głowa na jego udach. Jego ręce bawiły się moimi włosami. Mogę przysiąść, że teraz się uśmiecha. Ech. W filmie pojawiła się scena w której zaczęło lać jak z cebra a para moknąc zaczęła tańczyć w nim i całować się. Chciałabym tak. Chciałabym mieć kogoś takiego jak w tym filmie. Chciałabym by moje życie było jak ten film. Chciałabym być szczęśliwa. Mieć dla kogo budzić się, dla kogo żyć. Chciałabym mieć kogoś w kim miałabym wsparcie, pocieszenie. A nie mam nikogo. Teraz leże sobie z Harrym. Gdy myślę o nim mam dziwne uczucie w brzuchu. Nie znam go. Nie wiem czemu tak jest. Może to coś źle ze mną. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Tylko i jedynie nimi. Jeżeli będzie coś więcej..nie, co ja wygaduje, nic takiego nie może się stać. Nie z nim. Nie chce go...stracić?
Harry
Mam mętlik w głowie. Masakra. Boli mnie już głowa o myśleniu o niej. Jest wyjątkowa. Piękna, delikatna, wrażliwa. To mnie do niej przyciąga. Tylko jest jedna myśl, jest coś co nie pozwala mi do niej bardziej się zbliżyć. Chodzi o to, że jestem potworem. Skrzywdze ją. Prędzej czy później. Nie chcę by wylała przeze mnie jakiekolwiek łzy. Nie chcę by cierpiała przez takiego kogoś jak ja. Chcę ją chronić, a z drugiej strony boję się, że to ja będę tym który ją skrzywdzi.
Teraz leży na moich udach, taka bezbronna, niewinna. Jej piękne czerne włosy leżą porozwalane. Nie mogłem się powstrzymać od nie dotknięcia ich. Ale...ech, ale to chyba nie jest normalne. Prawda?
Zostawiłem jej włosy w spokoju i pogrążyłem się w oglądaniu dalszej części seansu. Później kolejnego i kolejnego. W sumie czemu nie.
Kim
-Kim wstawaj-lekko zachrypnięty głos budził mnie? To ja zasnęłam?-już pora jechać.-ulżyło mi, że jednak pojedziemy. Myślałam, że nie będzie mnie już budził.
Przetarłam oczy i wstałam. Harry złapał mnie za rękę i ruszył w stronę drzwi. Kurde ale ja nie mogę tak wyjść. Na pewno wyglądam okropnie.
-Harry-powiedziełam cicho mającnnadzieję, że mnie usłyszy, zatrzymał się i odwrócił twarzą w moją stronę-chodzi o to, że...no...ech
-co jest? Nie chcesz jechać? Nie ma sprawy możemy zostać-powiedział jakby nigdy nic. Czyli nie zależy mu jechać już tam..gdziekolwiek to chciał jechać.
-nie, po prostu pewnie wyglądam teraz okropnie i chciałabym tro...-przerwał mi
-wyglądasz pięknie jak zawsze- po tych słowach nabrałam pewności siebie i pozwoliłam byśmy w końcu udali się tam gdzie chciał byśmy pojechali.
~~~~
Byłam podekscytowana w trakcie jazdy. Chciałam już być w tym miejscu. Gdy dojechaliśmy trochę skrzywiłam się. Nie myślałam, że wywiezie nas w jakieś pole koło górki i gdzieniegdzie las. To tu chciał mnie przywiść? Tu nie ma nic specjalnie pięknego. Zwykły widok. Chłopak pomógł mi wyjść z samochodu, złapał za dłoń i skierował się w stronę górki na której stało pełno drzew. Po co niby mnie tak prowadzi. W las? W nim nic nie ma. W jednym filmie widziałam jak facet prowadzi dziewczynę, gwałci ją i pożuca w lesie. O kurde... Ale on mi nic nie zrobi prawda? Ciężko już było mi iść pod górę. Nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Będę miała na pewno jakieś odciski.
-nie dasz rady już iść?-zapytał. Skinęłam tylko głową. Nic nie odpowiedział tylko wziął mnie na ręce w stylu małżeńskim. Oplotłam ręce wokół jego szyi i oparłam głowę. Zamknęłam oczy.
Po krótkiej wędrówce chłopak stanął
-jesteśmy- otworzylam oczy i spojrzałam na niego, który właśnie stawiał mnie na ziemi. Patrzyłam na niego. Mogę tak tu stać i patrzeć na niego godzinami-owróc się-powiedział z uśmiechem. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
Gdy to zrobiłam zamarłam. Tu jest tak pięknie. Widok na wielką rzekę, lasy, dalej miasto które tutaj wydaje się takie małe i pomarańczowe słońce które chowa się za choryzontem. Powietrze tutaj jest takie świerze, czyste i lekkie. Delikatny wiatr przyprawia mnie o gęsią skórkę. Gdybym miała tu zostać. Nie wachałabym się ani chwili dłużej. Mogę tu nawet umrzeć.
-Harry-mruknęłam-skąd znasz to miejsce? Tu jest tak...ech-zrobiłam głęboki wdech i wydech, odwróciłam się do niego-...tak pięknie-spojrzałam w jego oczy, które teraz były przepełnione troską, szczęściem, ale i nie wiem czemu zmieszaniem...Dlaczego?-Harry, czy coś się stało?-westchnął.
-nie-powiedział delikatnym głosem i założył mój zbłąkany kosmyk włosów za ucho-ciesze się, że podoba ci się to miejsce-uniósł w górę prawy kącik ust.
***
Chłopak przyniósł kolorowy koc w kratkę i rozłożył go na ziemi. Zostaliśmy w tym miejscu do nocy. Do pory w której pojawiły się gwiazdy i piękny, srebrny księżyc. W ciszy leżymy obok siebie wpatrzeni w gwiazdy. Chciałabym przerwać jednak tą ciszę, ale nie wiem jak. Boję się o cokolwiek zapytać. Nie wiem o co w ogóle zapytać. Może ta cisza jest dobra. Może tak powinni teraz być. W końcu nie często można w ciszy leżeć i podziwiać majestatyczne gwiezdne konstelacje. Westchnęłam. Zamknęłam na chwilę oczy. Poczułam lekki zimny wietrzyk. Przebiegł przeze mnie dreszcz. Gęsia skórka. On tego na szczęście nie zauważył. Może to i dziwne. Dziewczyny chciałyby by taki ktoś jak Harry Styles je teraz przytulił, podzielił się swoim ciepłem. Ja jestem inna. Taa...co ty kurwa pieprzysz! Pragniesz go! Chcesz by on też to zrobił w tym momencie. Kłamiesz! Kłamiesz jak zawsze! Dlaczego!? Moja podświadomość nie daje mi spokoju.
Otworzyłam oczy i ujrzałam spadającą gwiazdę. Nie wierzę by mogła ona spełnić moje marzenie. Chociaż może warto spróbować. Przmknęłam ponowie oczy... Pragnę by ktoś mnie wkońcu pokochał. Pragnę być szczęśliwą.
Otworzyłam oczy. Poczułam na sobie wzrok chłopaka. Skierowałam wzrok na jego twarz. Ciemne loczki opadają na czoło. Oczy wpatrzone w moje. Można się w nich zakochać. Tak. Dziewczyna która z nim będzie nawet nie wie jaką jest szczęściarą.
-wracamy?-zapytałam, głosem z pokaźną chrypką. Boże jak ja teraz beznadziejnie musiałam brzmieć.
Nic nie odpowiedział. Pokiwał potwierdzająco głową.
***
Odprowadził mnie pod same drzwi. Otworzyłam zamek. Przekręciłam brązową klamkę. Otworzyłam lekko drzwi. Stanęłam przodem do chłopaka..
-no too..
-to too..-powtórzył za mną
-to pa-rzuciłam jak najszybciej. Tak samo schowałam się za drzwiawi. Oparłam się tyłem o nie. Niezręczna sytuacja. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Tak jakby wszystko się we mnie zatrzymało. Nie potrafiłam nic więcej powiedzieć.
***
Od godziny leże w tym pieprzonym łóżku i nie dam rady zasnąć. Myślę o życiu. O tym co robię. O sensie wszystkiego. O mojej przeszłości, w tym o mojej chorobie. O mojej przyszłości. O NIM. Powinnam zerwać znajomości ze wszystkimi mężczyznami w moim beznadziejnym życiu. Będę gnić w domu aż do usranej śmierci. Chuj mnie obchodzi kto co pomyśli. Dam radę jako stara panna. Będę kochała tylko moje koty. One mnie zranią tylko fizycznie. Człowiek niestety psychicznie. Tego nie przeżyje.

sobota, 26 kwietnia 2014

Przez godzinę rozmawialiśmy na rożne tematy poznając się nawzajem, okazał się nie być taki zły. Myślę, że polubiłam go. Ale nadal pamiętam jego początkowe zachowanie. Muszę na niego uważać.
Zaschło mi w gardle przez te rozmowy z nim. Siegnęłam po butelkę wody. Powoli odkręciłam niebieski korek i przechyliłam pijąc kilka łyków.
-chcesz?-zapytałam z grzeczności. Bo chyba wypada tak. No nie??
Kiwną potwierdzająco głową. I przechylił butelkę. Skończył. Boże ileż można było tego wypić. Połowę butelki wypił.
-dzięki-wyciągnął rękę ku mnie z zamiarem oddania butelki jak myślałam. Ahaa. I źle myślałam. Chlusnął na mnie z butelki. Ja i skórzana kanapa byliśmy mokszy.
-powiedz, że tego nie zrobiłeś-powiedziałam z zaciśniętymi zębami.
-zrobiłem to-uśmiechnął się cwaniacko.
Wyciągnęłam ręce przed siebie i ruchami dłoni i palców pokazywałam, że chciałabym go udusić.
-masz.pięć.sekund.na.ucieczkę-spojrzał na mnie badawczo jakby nie wierzył w moje słowa. Podniósł jedną brew.
-pięć-jego oczy poszerzyły się i zdaje mi się, że nadal nie wierzy w to co mówię-cztery-patrzy na mnie badawczo-trzy-wstałam z kanapy. Chyba zrozumiał i uwierzył, bo też wstał i przeszedł na drugą stronę kanapy nie odrywając wzroku ode mnie.-dwaaaaa jeden!-powiedziałam szybko i nieco głośniej i zaczęłam gonić go. Biegałam za nim po całym salonie, wbiegliśmy do kuchni a ja w biegu złapałam kolejną butelkę wody z zamiarem obalania go nią. Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się na podwórku. Na jego nie szczęście a moje szczęście zaczepił się o coś i upadł. Skorzystałam z okazji i wylałam na niego całą butelkę wody. Był caaaaalusi mokry. Zaczęłam się z niego śmiać. Rozbolał mnie brzuch od śmiechu a jeszcze zrobił taką dziwną minę. No nie mogę no.
-jesteśmy kwita-powiedziałam pomiędzy śmianiem się. Usiadłam na ziemi trzymając się za bolący już brzuch.
-ta i jestem przez ciebie cały mokry jak ja wrócę do domu?-ze zbolałym głosem zapytał. Prychnęłam.
-a to już twój problem, aaaale ty jesteś toż samochodem, nie widzę problemu
-będę miał mokre siedzenie
-nie panikuj dam ci ręcznik, hahah, dobra koniec tego dobrego, chce mi się spać a ty powinieneś już wracać
-nie kulturalnie tak wyganiać
-kultura to nie ja i nie o mnie
Wstaliśmy. Weszliśmy do domu.
-poczekaj chwile-rzuciłam. Skierowałam się do łazienki. Na prawo znajduje się szawka w której są ręczniki. Wyciągnęłam mięciutki czarny ręcznik. Przy okazji związałam włosy w niedbałego koczka. Wyszłam z łazienki. W korytarzu przy drzwiach jeszcze stał  Harry.
-proszę, tylko masz mi później oddać-podałam mu ręcznik
-pomyślę
-i tak wiem, że oddasz - uśmiechnęłam się. Otworzył drzwi i wyszedł. Zrobiłam to samo, patrzyłam jak szedł do samochodu.-aa i dzięki za wieczór-stanął i odwrócił się.
-spoko, może kiedyś to powtórzymy
-no jasne, to pa
Nie odpowiedział. Otworzył drzwi samochodu, ułożył na fotelu czarny ręcznik, usiadł, odpalił silnik i odjechał. Nie patrzyłam jak znikają czerwone światła za horyzontem? Tak? Bo niby kurde po co. Wróciłam do domu. Kurde i nie wiem co robić. Tak to chociaż rozmawiałam z kimś. A teraz? Sama. Mogę iść niby do siostry. Ale po co. Dobra może coś obejrzę w TV. Aaale najpierw idę wziąć szybki prysznic. (Nie będę wam tego opisywać :p) wyszłam z łazienki w majtkach i bluzce. Nie lubię spać w staniku. Noc to czas w którym nie chcę by coś uciskało mi gdzieniegdzie. Czuję się wtedy taka wolna? Nie wiem jak to nazwać. Może to i dziwne. Ale nie przejmuje się tym. A tak w ogóle, dla innych dziewczyn nie lepiej spać bez stanika? Jeżeli nie to czapki z głów. A tak serio to miałam chyba coś robić. Kurde. Zapomniałam... Chuj tam. Obejrze sobie jakąś komedię romantyczna na laptopie. Weszłam po czarnych schodach na górę. Dotarłam do mojego pokoju. Wzięłam z biórka kremowy i poobklejany jakimiś naklejkami i kryształami  laptop i ładowarkę do niego. Położyłam go na łóżku, a ładowarkę podłączyłam do niego i do gniazdka. Usiadłam szybko na łóżku i włączyłam go. Wpisałam hasło. Weszłam na google i wpisałam 'komedie romantyczne zapytaj'. Wyskoczyło mi parę opcji. Kliknęłam w pierwszą. Było dużo propozycji. Jeden tytuł mnie zaintrygował. „Trzy metry nad niebem". Skopiowałam nazwę. Kliknęłam wstecz. Usunęłam poprzednią wyszukiwaną frazę a wkleiłam tą. Wyskoczyło mi wiele recenzji ale i stron na których mogłam to obejrzeć. W jedno z nich kliknęłam. Tak! Za pierwszym razem dobry link. Kliknęłam 'play'. Film się zaczął. Podgłosiłam dźwięk i powiększyłam okienko filmu. Położyłam się pod kordłą i zaczęłam oglądać przytulając się do poduszki.
Szczerze? Po obejrzeniu filmu poczułam się bardziej samotna. Bardziej niż zwykle. Ale co ja na to poradzę. Oczy zaczęły piec mnie w kącikach. Nieee! Nie nie nie. Tylko nie płacz. Zaczęłam mrugać ale i tak nic to nie dało. Rozryczałam się jak małe dziecko któremu zabrano misia. A właśnie...miś! Przecież mam mojego białego ukochanego wielkiego miękkiego misia. Zajrzałam pod łóżko. Jeeest. Zaniedbałam go ale można jeszcze się przytulić. Nie chce mi się nawet sięgać po fajki. Chcę by ktoś był tu przy mnie. Czemu jestem tak beznadziejna. Dlaczego?! Zadzwonię do Nialla. Nie. Głupi pomysł. Nawalony jak szpak pewnie teraz śpi. Boli. Nie mogę teraz na nim polegać! Boże jeżeli istniejesz pomóż mi! Daj jakiś znak! Nie zwracam teraz uwagi na łzy. Niech lecą.
Przytuliłam się mocniej do misia. Dzielnie przyjmował moje łzy. Mam teraz tylko jego. Tylko miś mnie trzyma przy życiu. Może chisteryzuje i wydaje się to absurdalne. Ale tylko miś teraz tu jest. Gdy powinien być człowiek! Kurwaaaaaaaaaaaaaa!!!

wtorek, 22 kwietnia 2014

-Kim, wkurwiasz już mnie tym swoim zachowaniem-od godziny jak nie więcej moja siostra pierdoli mi nad uchem jak najęta, nie słucham jej.
-jak ci się nie podoba to wypierdalaj, nie potrzebuje cię!
-nie mogę uwierzyć, że tak bardzo się zmieniłaś w ciągu miesiąca, ciągle chodzisz na imprezy, pijesz, palisz jak najęta, a jakby tego było mało to jeszcze ćpasz! Ogarnij dupe Kim!
-mowiłam byś wypiedalała do siebie! Won!-Boże daj mi siły bo jej przywalę
-co ty ze sobą zrobiłaś! Kariera modelki stała przed tobą otworem!
Zaśmiałam się szyderczo.
-otworem? -prychnęłam-wypierdalaj najlepiej z mojego domu! Juz!
Chwilę jeszcze stała ale nie długo. Wyszła trzaskając drzwiami. Mam nadzieję, że jej kurwa nie zobaczę już dzisiaj.
Minął miesiąc. Nawet nie zauważyłam, że miesiąc. Tak szybko to przeszło. Czy się zmieniłam? Może trochę. No okej okej. O 180°. Postanowiłam być zimną suką i wykorzystywać męszczyzn, dotrzymuje tego. Kto by pomyślał, że są tacy łatwi i przewidywalni. Wystarczy zatrzepotać rzęsami a oni już się tobą interesują.
Może nie mam krągłości ale kości nie wystają mi tak jak wcześniej. Jest nawet lepiej. Wiem , że wiele lasek chce mieć figurę taką jak ja, a ja mam już ją. Mam też wrogów. Nowi wrogowie pojawiają się dziennie dziesiątkami w moim życiu.
Dobra chuj. Spóźnie się na melo. Zaczęłam ubierać się. Sexowna sukienka, szpilki na platformie, skórzana kurtka do tego usta na czerwono, kreski na powiekach, maskara wydłużająca maksymalnie moje rzęsy, włosy wyprostowane u nastady podtapirowane i ułożone. Na koniec pryskam na siebie mgiełkę słodkich perfum. Nie biorę torebki bo zgubię jeszcze. Do skórzanej kurtki wkładam fajki, hajs, komórka i zippo. Gotowe.
***
Stoję przy barze sącząc whisky z lodem. Rozmawiam również z moim przyjacielem Niall‘em, który rozumie mnie, moje poczynania, ale tez jest dilerem. Mam u niego zniżki. Nie wiem czemu on to robi. Nie obchodzi mnie to, ale ciekawi. Kiedyś zapytam, ale nie teraz. Teraz wypatruję kolejnego naiwnego. Zamierzam omotać go swoim urokiem, a on zrobi dla mnie wszystko. Kupi mi co zechce.
W tłumie zauważam, blondyna, siedzi pondrugiej stronie sali. Mam cię. Pomyślałam.
***
Siedzę z wychaczonym blondynem w jakimś pokoju. Piętro niżej jest impreza. Męszczyzna zaczyna się do mnie dopierać. Całuje moją szyję, obojczyki, schodzi do biustu.
W tym momencie ja zbliżam swoje usta do jego ucha. On uważa to za zachętę i ściska moje udo.
-oj nie powinieneś był tego robić-wymruczałam do jego ucha. Wstałam a on dalej siedzi na wielki łóżku. Odwróciłam się tyłem do niego i zaczęłam poruszać erotycznie i uwodzicielsko biodrami. Wyczułam odpowiedni moment i odwróciłam się do niego popyachając by położył się na łóżku. Wyjełam ze stanika kawałek podłóżnego materiału i zawiązałam mu oczy,
-zabawimy się, kociee-wymruczałam i przygryzłam płatek jego ucha.
Wykorzystując sytuację podniosłam wzrok na szklankę z jakimś alkoholem która należała do niego i wrzuciłam tabletkę po której nie będzie pamiętał nic z dzisiejszego wieczoru.
Podałam mu tą szklankę.
-skosztuj tygrrrysie-warknęłam.
Chłopak nie zdając sobie sprawy z sytuacji wypił trunek do dna. Jeździłam dłońmi po jego torsie póki nie poczułam, że odpłynął.
Z satysfakcją znalazłam jego portfel, wyciągnęłam pieniądze i zeszłam na dol siadając przy barze.
-kolejna udana zdobycz?- spojrzałam na Niall'a i przytaknęłam głową.
-Louis! To co zwykle-krzuknęłam do barmana stojącego za ladą. Całkiem przystojny z niego facet. Z tego co wiem jest jednym z przyjaciół Niall'a.
Dostałam płyn i wypiłam duszkiem. Co wydarzyło się później? Nie pamiętam.
Rano obudziłam się w nie swoim pokoju. Otworzyłam oczy i pożałowałam. Ból głowy tak mnie rozwala, że ja pierdole. Czyżby kacyk? Moja podświadomość chyba ze mnie się śmieje. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pokoju. Znam go. Jestem w domu Niall'a. Już nie raz zabierał mnie do siebie po imprezie. Troszczy się o mnie czasem nawet za bardzo ale no cóż nie zabronię mu. Wstałam i skierowałam się do łazienki. Szybko ogarnełam cały nieporządek na mnie i wyszłam w bieliźnie. W szafie znalazłam jakąś koszulkę chłopaka. Sięga mi do połowy ud jak dobra sukienka.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam po schodach na dół do kuchni z kąd dochodziły śmiechy i rozmowy. Pewnie ci jego koledzy. Weszłam do kuchni..
-ooo witaj słońce-Niall podszedł do mnie i ucałował w czoło.
-hej-powiedziałam bez żadnych uczuć.
-kac?-zaśmiał się. Nie odzywałam się już do niego. On zrozumiał i zaciągnął mnie do wysepki w kuchni, przywitałam się z Liamem, Louisem i Zayanem. Chłopak wyciągnął z lodówki już dobrze znany mi napój na kaca. Jego receptura była tajemnicą z tego co mi powiedział Wypiłam trochę i odstawiłam.
Zaczęłam rozmawiać z nimi o nocy i o kolejnym naiwnym. Znów śmiali się z naiwności kolejnego, a mnie pochwalili. Rozmowy przerwał dzwonek komórki jak się okazało Nialla
-siema stary...no...dobra wpadaj...nie ma sprawy...dobra-schował urządzenie do kieszeni spodni, a ja jak inni rzucili mu pytające spojrzenie.-Harry wrócił  z wyjazdu, za 20minut tu będzie.
Wszyscy nie byli zbytnio poruszeni tą wiadomością. Widocznie go znają. Ale ja nie. Owszem chłopaki wspominali czasem o jakimś chłopaku imieniem Harry, ale niewiele. Widocznie za kilkanaście minut poznam kolejnego przyjaciela Nialla. Wręcz skacze z radości...czujecie ten sarkazm?

środa, 16 kwietnia 2014

...
-Bartek?-spytałam z lekka ściszonym głosem tak by tylko on to usłyszał. On jakby nigdy nic podał mi rękę
-miło mi cię poznać Kim
Zmieszana zaistniałą sytuacją podałam mu rękę. No to kurwa to jest Bartek czy mam jakieś zwidy, bo nie rozumiem. Ja pierdole. O co chodzi do cholery. Toż on nie żyje. Widziałam zdjęcia. Nie ma on brata bliźniaka. Na pewno nie ma. To nie możliwe. Poza tym miał te same rysy twarzy co Bartek i te oczy, nie da się ich zapomnieć. Chociaż może jednak. Nie wiem.
Muszę z nim porozmawiać
On jakby czytał w moich myślach podszedł do mnie i zbliżył do mojego ucha.
-spotkajmy się na 10 minut za budynkiem
I poszedł. Czyli to jest on. Bo jeżeli nie to ja na prawdę mam coś z psychą.
10 minut minęło jak z bicza strzelił. Wyszłam mówiąc Kubie, żeby nie szukał mnie, bo sama zaraz będę. Nie pytał. I dobrze. On jest dla mnie nikim. I nic nie ma do mojego życia. LOL. Zasmiałam się cicho i wyszłam za budynek. Było dosyć ciemno nie orientowałam się gdzie jestem. Chyba wracam-pomyślałam.
-tyle czasu..-to był on. Odwróciłam się w jego stronę. Stał oparty o ścianę.
-czyli jednak to ty-uśmiechnęłam się.
Natychmiast podeszłam na niego i wtuliłam się. Tak mi go brakowało. Chociaż nie byłam z nim i znałam go kilka dni. Głupie nie?
-dlaczego Kuba zwrócił się do ciebie 'Mariusz' jak dobrze pamiętam.
-zmieniłem wszystkie swoje dane. Musiałem to wszystko zrobić. Nie pytaj dlaczego. Po prostu musiałem.
-ale przecież ja widziałam twoje zdjęcia, cały zmasakrowane byłeś, postrzelony. -w moim organizmie zaczęło aż się gotować, podnosiłam głos, machając rękami w rożne strony-był pogrzeb!-złość zamieniła się w bezradność, zakryłam twarz dłońmi. Kompletnie nie rozumiem sytuacji.
-ale nikt nie widział mojego niby pogrzebu, tylko niby rodzina, czyż nie?-skinełam głową potwierdzając. Teraz już rozumiem czemu nikt nic nie widział, nie słyszał-te zdjęcia były jedynie jedną wielką grą jak całe to zdarzenie ogólnie.-prychnął-wszystko było jedną wielką popieprzoną grą-słuchałam go bardzo uważnie i próbowałam przeanalizować każdy wypowiedziany przez niego wyraz
-mhmm-mruknęłam, ale nagle jakby ktoś nie poparzył spojrzałam mu gwałtownie w oczy-czekaaj, chwila, jak to, to wszystko było grą. Czy my...ja i ty to też była gra?-chciałam usłyszeć to piperzone 'nie' wydobywające się z jego warg.
Zawachał się chwilę. Wziął głęboki oddech.
-tak-i koło się domknęło. Halooo! Czy mogę już iść się zapierdolić?! Wszystko jest już jasne. Gra. To wszystko było grą. Czego ja się spodziewałam. Podobni wtedy chciał mi pomóc. Akuuurat! Bo się chyba przeliczyłam. To było by zbyt piękne. - ale Kim, ja miałem inne zamiary na początku, ale gdy zobaczyłem jaka jesteś, że masz takie problemy, ten brak akceptacji, chciałem ci pomóc..
-jak?! Wiedziałeś że odejdziesz więc po co nadzieje robiłeś-no i się wkurwiłam,echh-„bo ja cię chyba kocham" -powiedziałam robiąc cudzysłów palcami w powieterzu-po chuja ci to wszystko mówić było?!
-przepraszam..
-ty mnie lepiej nie przepraszaj-powiedziłam i próbowałam się uspokoić
-chciałbym to wszystko naprawić
-tak? Tylko jest pewne „ale" -znowu cudzysłów w powietrzu-czyż nie..-sarkastycznie zapytałam
-ta...mam dziewczynę, a raczej narzeczoną i..
No się wkurwiłam znowu.
-i.. Teraz to się kurwa zamkniesz i słuchasz!-rozkazałam-ta niby rozmowa jest naszą ostatnią, masz zniknąć z mojego życia, zajmiesz się swoją partnerką tak jakbym ja nie istniała, po prostu aye! Ariwederczi! Won! Żegnam! I inne pierdoły-podeszłam do niego i z pięści przypiedołiłam mu w twarz.
Chuj jebany! A niech żyje gdzie chce jak chce i kiedy chce. Dla mnie już nie istnieje.
Cała wkurwiona nie wróciłam już na bankiet. Gdybym tam wróciła rozpierdoliłabym każdego. A nie chce takiego zdarzenia.
Zamówiłam taksówkę i powiedziałam by jechał pod wskazany adres, po drodze poprosiłam by zatrzymał się przy sklepie dobowym. Kupiłam tam paczkę fajek. Wróciłam. Poszłam na gorę, do pokoju. Nie muszę się martwić o nic, ani nikogo jestem sama w domu. Siostra mieszka obok. A temu tak, ponieważ rodzice wybudowali nam bliźniak, dom z jednym piętrem i parterem przedzielony na pól. Jedna do drugiej może dostać się jedynie przez drzwi wejściowe i balkon ale to ryzykowne, bo też jest przedzielony grubą scianą.
Myślę, ze tak jest dobrze. Każda ma swoje prywatne życie. Ale oczywiście wspieramy się cały czas, Mery potrzebuje mnie a ja jej.
Po moich jakże użekających rozmyślaniach zdjęłam wszystko co miałam na sobie. Weszłam do łazienki by po chwili znaleźć się pod prysznicem. Letnia woda spływała po mojej twarzy, włosach i reszcie ciała. Wziełam mój ulubiony malinowy żel po prysznic i rozlałam go po całym ciele i na dłoń. Rozsmarowywałam dokładnie, piana robiła się szybko. Ale szybko spływała po mnie. Na koniec umyłam miętowym szamponem włosy. Wyszłam z łazienki po prostu naga, sama jestem w domu więc co ja mam się przejmować. Poszłam do garderoby i założyłam bieliznę, czarne dresy i za dużą bluzę. Założyłam to i jeszcze grube skarpetki z motywem supermena. Wyszłam na balkon, usiadłam wygodnie, wyciągnęłam szluga, zapalniczke i odpaliłam. Rozkoszowałam się tym szlugiem dopóki on się nie skończył. Zaczęłam wiec drugiego. Skończyłam. Wróciłam i położyłam się już do łóżka. Ostatnie o czym pomyślałam to słowa 'wyjebane, od teraz tak będę żyła, to ja wykorzystuje i ranie, koniec. Zimna suka. Tak, to teraz ja.'

piątek, 11 kwietnia 2014

Piątek, dzień pokazu.
Wstałam o 8:00 umyłam się, założyłam mój łososiowy kombinezon z krótkimi nogawkami i u góry bez ramiączek. Na to luźny, szeroki, ciemno-niebieski sweter i tego samego koloru trampki, wzięłam torebkę i włożyłam w nią najpotrzebniejsze rzeczy.
Gdy wychodziłam była już 9:30. Wsiadłam do mojej kochanej, cudnej czarnej "beemki" (BMW) i ruszyłam w miejsce gdzie ma odbyć się pokaz.
Dotarłam na miejsce przed czasem. Przynajmniej cię nie wyeliminują szepnęła mi moja podświadomość.
W środku dowiedziałam się, że pokaz zaczyna się o godzinie 17:00. A my przez ten czas mamy ćwiczyć układ chodzenia po wybiegu i dopracowywać szczegóły wraz ze stylistami odnośnie strojów.
Przed pokazem projektant Jakub Light dał nam ostatnie wskazówki jak pokazać się w jego strojach.
Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie miałam takiej treny jak teraz. Ale co ma być to będzie.
Czas...start....pokaz...pora...zacząć.
Czekałam za dziewczynami na swoją kolej na wybiegu.
-Kim! Iiii teraz, go go go -poganiała mnie Ewa, która pilnowała kolejności.
Szłam pewnie, kroki stawiałam stabilnie, na końcu podestu zrobiłam pozę i wróciłam za kulisy.
Teraz trzeba było zaczekać na wyjście końcowe wszystkich modelek.
-kurwa no! -zdenerwowany Jakub przeklął gdzieś z tyłu
-co się dzieje-zapytał któryś ze stylistów.
-Demi miała wyjść w końcowej kreacji która miała być wisienką na torcie, diamentem który zakończy ten pokaz. A ona teraz wybiegła do łazienki z okropnym bólem brzucha i zaczęła wymiotować.
-to nie dobrze
-nie dobrze?! Człowieku! Skąd ja wezmę teraz wysoką, chudą, długonogą modelkę. Żadna nie jest wystarczaaaaa...eee-skierował wzrok na stylistę-wiesz o kim myślę?
-tak ona pasuje idealnie..
-Kim! Zawołajcie Kim, szybko
Szybko podeszłam do nich. Jakub powiedział o co chodzi. Zgodziłam się.
-ludzie nakładajcie szybciej, nie mamy czasu.
Teraz ostatnie głębokie oddechy i idę. Wyszłam pewnym krokiem w pięknej, długiej, zwiewnej sukni, buty dość wysokie idealnie komponowały się. Gdybym miała kupić tą suknie, nie zastanawiałabym się ani chwili dłużej. Wszyscy zgromadzeni skierowali wzrok w moją stronę, widziałam podziw w ich oczach. O to chodziło, prawda? Uśmiechnęłam się zadziornie, 3pozy i powrót, środek znowu 2pozy i do wyjścia.
Za kulisami modelki zaczęły wychodzić na zakończenie w tym ostatnia ja. Miałam już postawić  pierwszy krok na wybiegu gdy..
-Kim, pozwól-Jakub stanął obok mnie i wyciągnął rękę. Podałam mu swoją i razem wyszliśmy. Blask fleszy tym razem mnie oślepił, gdyby nie trzymał mnie Jakub już dawno straciłabym orientację. Oklaski były na stojąco, nie dziwię się, kolekcja jest wprost niesamowita.
30 minut później
Byłam już za kulisami i zakładałam rzeczy w których przyszłam dzisiaj z rana. Nagle podszedł do mnie Kuba
-Kim, świetnie ci poszło i zapraszam cię na następne pokazy, miło będzie mi z tobą współpracować
-mi z tobą również
-i zapraszam cię na bankiet który odbędzie się o 20, adres masz tutaj-podał mi karteczkę z adresem i numerem komórkowym
-napewno będę
-tooo do zobaczenia
-pa
Wyszłam z budynku udając się na parking gdzie znajdywał się mój samochód. Wróciłam do domu i od razu rzuciłam się na łóżko. Jestem zmęczona, niewyspana. I jeszcze ide na ten bankiet. Co mnie podkusiło by zgodzić się uczestniczyć w nim. Wolałabym siedzieć w łóżku z laptopem i użalać się nad sobą. No cóż pójdę tam na godzinę i wrócę do domu. Wtedy odpocznę.
Do bankietu miałam jeszcze półtorej godziny. W kuchni napiłam się soku pomarańczowego i weszłam na górę do łazienki by wziąć pachnąca, ciepłą kąpiel z lampka wina. Na bankiet podwiezie mnie limuzyna z szoferem, nie będę jechała sama własnym samochodem ryzykując utratę prawajazdy. O co to to nie.
Kilka chwil później
Wyszłam z wanny owinięta ręcznikiem. Stanęłam w garderobie i przeglądałam wzrokiem wiszaki z sukniami, przpomniałam sobie, ze mam piękną, długą, zwiewną, ciemnoniebieską suknię, zdobioną gdzieniegdzie kryształkami oraz z wycięciem na plecach w  kształcie V. Do tego srebrne, połyskujące platformy, podręczna kopertówka i srebrna biżuteria.
Usiadlam przy mojej toaletce i zaczęłam robić delikatny makijaż, włosy potraktowałam lekko lokówką. I już jestem gotowa.
Wyszłam a przed domem stała moja czarna limuzyna. Szofer wyszedł i przywitał się ze mną otwierając drzwi pojazdu. W środku fotele wyłożone były czarną skórą, reszta miała kolory brązu i bordu, gdzieniegdzie były zapalone światełka a po mojej lewej stronie stała butelka szampana i kieliszek. Nie czekając nalałam odrobinę musującego napoju i skosztowałam. Nie był taki zły. Nim się obejrzałam samochód stanął a drzwi otworzył mi szofer. Idąc w stronę budynku paparatzi robili zdjęcia, niektórzy zadawali pytania, nie odpowiadałam ani nie pozowałam do żadnego z nich. Przyspieszyłam kroku i weszłam do budynku zostawiając płaszcz u szatniarzy.
Skierowałam się w stronę sali z której było słychać muzykę i rozmowy. Wyszłam z niezbyt oświetlonego holu do błyszczącej, oświetlonej, zatłoczonej sali. Stałam krótką chwilę rozglądając się w poszukiwaniu kogoś znajomego. Widziałam kilka gwiazd ale to nie to czego szukałam. Już miałam postawić krok w stronę tłumu gdy ktoś za moimi plecami hrząkną
-eghem
Odwrociłam się i ujrzałam wystrojonego Jakuba. Podszedł jeszcze bliżej nachylając się do mojego ucha.
-zjawiskowo wyglądasz-mruknął i musnął płatek mojego aparatu słuchowego, ze tak się wyrażę :) a tak, wgl to EJ!chłopie, nie zapędziłeś się. Chociaż może to tylko moje kolejne wymysły.
-to jak idziemy? Chcę byś poznała mojego, hm, przyjaciela
-um, ok, to chodźmy
Męszczyzna zaprowadził mnie na drugi koniec sali do jego przyjaciela który stal do nas tyłem. Kuba podszedł do niego ze mną
-Mariusz, poznaj ...-meszczyzna stojący tyłem odwrócił się a ja zamarłam-moją najlepszą modelkę.-przyjaciel Kuby również zamarł na mój widok. -Kim poznaj Mariusza.
Przypominał mi, nieeee...on jest nim. Nie widziałam go tyle czasu. Ale przecież to nie możliwe. Przecież on..ja widziałam przecież..i go nie było..i ja mowilam...ale..to jest przecież...

-Kim!-z dołu wolała mnie siostra
Wyszłam z pokoju kierując się w stronę salonu.
-no co Mery
-ktoś do ciebie-powiedziała dając mi słuchawkę domowego telefonu
-em, halo?
-dzień dobry, czy rozmawiam z Kim Smith
-tak, to ja
-świetnie, mam dla pani dobrą wiadomość
-tak?
-dostała się pani z castingu jako modelka do pokazu projektanta Jakuba, proszę aby przyszła pani za 2 dni w piątek o godzinie 10:00, styliści i reszta pokażą pani co i jak
-dziękuję, będę na pewno
-spóźnienie będzie oznaczało wyeliminowanie pani z pokazu
-rozumiem, dowidzenia
-dowidzenia
Jeeeej!! Dostałam się do pokazu, tak się cieszę, żę mogę góry przenosić.
-z czego tak się cieszysz-zapytała Mery siedząc przy blacie kuchennym
-dostałam się
-do tego pokazu?
Kiwnęłam potwierdzająco głową.
-mówiłam, że ci się uda, a ty niee bla bla bla , jak zwykle swego się trzymałaś, a tu proszę, dostałaś się
-nadal nie mogę w to uwierzyć -odparłam wyjmując z lodówki mleko
-to uwierz-uśmiechnęła się i dopiła herbatę-dobra ja lece do znajomych, pa moodelko Kim-dała mi buziaka w policzek i wyszła z domu.
Upiłam kilka łyków mleka i odstawiłam resztę do lodówki, tam gdzie było na początku. Ruszyłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć, wspominać.
Obecnie jest czerwiec. Pamiętacie Bartka? Odkąd go nie ma minęło parę miesięcy. Pogrzeb podobno odbył się w gronie najbliższych tylko nikt nic o tym nie wie. Nikt nic nie widział. Dziwne. Prawda?
No cóż, taka chyba była wola Boga.
Ale nie smućmy się. Jestem młoda a 'tego kwiatu pół światu', teraz nie szukam partnera.
Wróćmy i zajmijmy się teraźniejszością. W piątek mam pokaz. Trzeba ogarnąć się.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rano obudziły mnie promienie słoneczne wdzierające się przez niezasłonięte roletami okno. Odwróciłam się na drugi bok i przykryłam bardziej kordłą próbując jeszcze raz zasnąć.
Nagle rozległo się pukanie w drzwi. Rodzice więc niech otworzą pomyślałam.
-Kim! Zejdź szybko na dół!-krzyczała z dołu moja rodzicielka
Czego ktoś ode mnie chce chociaż jak pomyślałam, że może być to Bartek otworzyłam szerzej oczy i zeszłam po schodach na dół.
Szczerze? Spodziewałam się każdego w tym momencie w domu.
A widocznie nie roważyłam wszystkich opcji.
W drzwiach obok mojej mamy stał wysoki mężczyzna w czarnym mundurze z odblaskową naszywką z czarnym napisem POLICJA
-dzień dobry, Artur Łęga z powiatowej policji w tym mieście, czy nazywa się pani Kim Smith?
-dzień dobry, tak to ja, o co chodzi?
-zna pani Bartosza Radlera?
-tak
-dobrze, więc pojedzie pani ze mną na komisariat i odpowie na kilka pytań
-tak tylko pozwoli pan, że nałożę coś na siebie, zajmie mi to sekundę
-proszę się pośpieszyć
Nie odpowiedziałam. Pobiegłam na górę, zdjęłam z siebie koszulkę w której spałam i założyłam czarne dresy, koszulkę, bluzę i trampki.
Zeszłam na dół i udałam się z (nie powiem, że nie) przystojnym policjantem.
Kurwa Kim! Odezwała się moja podświadomość
No co?
Jedziesz na policję złożyć zeznania w sprawie Bartka a ty już myślisz o tym jaki on przystojny! Ogarnij się!
Jak ja nienawidzę swojej podświadomości, ale zdałam sobie teraz sprawę, że nie wiem co się stało z Bartkiem, że mam złożyć  zeznania.
-przepraszam
-tak?
-mogę wiedzieć co się stało, że mam składać zeznania
-dowie się pani na komisariacie
I tyle. No koleś dzięki za info, dużo się dowiedziałam...sarkazm. Patrząc na widoki za oknem zauważyłam budynek komisariatu.
To już tu. Pomyślałam.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się do wnętrza budynku.
-Meryl zawiadom komendanta, że Kim Smith już jest.
Starsza kobieta chwyciła za słuchawkę telefonu i coś mówiła a ja byłam prowadzona dalej. Z jednego z pomieszczeń wyszedł postawny męszczyzna.
-witam, komendant Henry Kruk proszę udać się ze mną.
Szłam za nim do (jak się okazało)jego gabinetu.
-proszę usiaść-pokazał krzesło stojące  przed biórkiem.
Zaraz i on skierował się na swoje miejsce na przeciwko mnie przy biórku. Wyciągnął jakieś papiery i zdjęcia.
-przejdźmy do rzeczy-odchrząknął-mówi pani, że zna Bartosza Radlera
-no tak, to mój-szukałam odpowiedniego słowa. Chłopak? Nieee, nie pytał mnie o to. - bliski przyjaciel
-dzisiaj o godzinie 4:00 rano znaleziono jego ciało
-co?!- o czym ten facet do mnie mówi, co jest kurwa no.-ale jak to?! Czy on...
-przykro mi...-nie nie nie nie kurwa NIE , zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam ryczeć. Boże, co się takiego stało. Dlaczego, kurwa czemu.-ciało znaleziono w opuszczonym magazynie wraz z pięcioma innymi ciałami.-pokazał mi zdjęcia wszystkich, nikogo nie znałam oprócz Bartka, wyglągał masakryczne, twarz cała we krwi, zadźgany, postrzelony. Nie mogłam patrzeć dłużej na te zdjęcia. Odłożyłam je.
Siedziałam dwie godziny na komisariacie, facet zadawał mi mnóstwo pytań. Aż w końcu zostałam puszczona do domu.
Pomimo zaproponowanej 'podwózki' do domu, chciałam się przejść sama. Szłam prosto do domu. Nie wytrzymując natłoku myśli, łez, skręciłam i usiadłam na parkowej ławce, stąd do domu mam jeszcze jakieś 10 minut. Podciągnełam do siebie kolana i schowałam głowę. Dalej ryczałam. Nie wiem ile czasu tak trwałam.
Nie obchodziło mnie nawet to. Już nic nie obchodziło mnie.
Krótko znałam Bartka, ale dostałam potężny cios w serce gdy dowiedziałam się o jego śmierci.
Life is brutal. Te słowa zgadzają się w zupełności.