...
-Bartek?-spytałam z lekka ściszonym głosem tak by tylko on to usłyszał. On jakby nigdy nic podał mi rękę
-miło mi cię poznać Kim
Zmieszana zaistniałą sytuacją podałam mu rękę. No to kurwa to jest Bartek czy mam jakieś zwidy, bo nie rozumiem. Ja pierdole. O co chodzi do cholery. Toż on nie żyje. Widziałam zdjęcia. Nie ma on brata bliźniaka. Na pewno nie ma. To nie możliwe. Poza tym miał te same rysy twarzy co Bartek i te oczy, nie da się ich zapomnieć. Chociaż może jednak. Nie wiem.
Muszę z nim porozmawiać
On jakby czytał w moich myślach podszedł do mnie i zbliżył do mojego ucha.
-spotkajmy się na 10 minut za budynkiem
I poszedł. Czyli to jest on. Bo jeżeli nie to ja na prawdę mam coś z psychą.
10 minut minęło jak z bicza strzelił. Wyszłam mówiąc Kubie, żeby nie szukał mnie, bo sama zaraz będę. Nie pytał. I dobrze. On jest dla mnie nikim. I nic nie ma do mojego życia. LOL. Zasmiałam się cicho i wyszłam za budynek. Było dosyć ciemno nie orientowałam się gdzie jestem. Chyba wracam-pomyślałam.
-tyle czasu..-to był on. Odwróciłam się w jego stronę. Stał oparty o ścianę.
-czyli jednak to ty-uśmiechnęłam się.
Natychmiast podeszłam na niego i wtuliłam się. Tak mi go brakowało. Chociaż nie byłam z nim i znałam go kilka dni. Głupie nie?
-dlaczego Kuba zwrócił się do ciebie 'Mariusz' jak dobrze pamiętam.
-zmieniłem wszystkie swoje dane. Musiałem to wszystko zrobić. Nie pytaj dlaczego. Po prostu musiałem.
-ale przecież ja widziałam twoje zdjęcia, cały zmasakrowane byłeś, postrzelony. -w moim organizmie zaczęło aż się gotować, podnosiłam głos, machając rękami w rożne strony-był pogrzeb!-złość zamieniła się w bezradność, zakryłam twarz dłońmi. Kompletnie nie rozumiem sytuacji.
-ale nikt nie widział mojego niby pogrzebu, tylko niby rodzina, czyż nie?-skinełam głową potwierdzając. Teraz już rozumiem czemu nikt nic nie widział, nie słyszał-te zdjęcia były jedynie jedną wielką grą jak całe to zdarzenie ogólnie.-prychnął-wszystko było jedną wielką popieprzoną grą-słuchałam go bardzo uważnie i próbowałam przeanalizować każdy wypowiedziany przez niego wyraz
-mhmm-mruknęłam, ale nagle jakby ktoś nie poparzył spojrzałam mu gwałtownie w oczy-czekaaj, chwila, jak to, to wszystko było grą. Czy my...ja i ty to też była gra?-chciałam usłyszeć to piperzone 'nie' wydobywające się z jego warg.
Zawachał się chwilę. Wziął głęboki oddech.
-tak-i koło się domknęło. Halooo! Czy mogę już iść się zapierdolić?! Wszystko jest już jasne. Gra. To wszystko było grą. Czego ja się spodziewałam. Podobni wtedy chciał mi pomóc. Akuuurat! Bo się chyba przeliczyłam. To było by zbyt piękne. - ale Kim, ja miałem inne zamiary na początku, ale gdy zobaczyłem jaka jesteś, że masz takie problemy, ten brak akceptacji, chciałem ci pomóc..
-jak?! Wiedziałeś że odejdziesz więc po co nadzieje robiłeś-no i się wkurwiłam,echh-„bo ja cię chyba kocham" -powiedziałam robiąc cudzysłów palcami w powieterzu-po chuja ci to wszystko mówić było?!
-przepraszam..
-ty mnie lepiej nie przepraszaj-powiedziłam i próbowałam się uspokoić
-chciałbym to wszystko naprawić
-tak? Tylko jest pewne „ale" -znowu cudzysłów w powietrzu-czyż nie..-sarkastycznie zapytałam
-ta...mam dziewczynę, a raczej narzeczoną i..
No się wkurwiłam znowu.
-i.. Teraz to się kurwa zamkniesz i słuchasz!-rozkazałam-ta niby rozmowa jest naszą ostatnią, masz zniknąć z mojego życia, zajmiesz się swoją partnerką tak jakbym ja nie istniała, po prostu aye! Ariwederczi! Won! Żegnam! I inne pierdoły-podeszłam do niego i z pięści przypiedołiłam mu w twarz.
Chuj jebany! A niech żyje gdzie chce jak chce i kiedy chce. Dla mnie już nie istnieje.
Cała wkurwiona nie wróciłam już na bankiet. Gdybym tam wróciła rozpierdoliłabym każdego. A nie chce takiego zdarzenia.
Zamówiłam taksówkę i powiedziałam by jechał pod wskazany adres, po drodze poprosiłam by zatrzymał się przy sklepie dobowym. Kupiłam tam paczkę fajek. Wróciłam. Poszłam na gorę, do pokoju. Nie muszę się martwić o nic, ani nikogo jestem sama w domu. Siostra mieszka obok. A temu tak, ponieważ rodzice wybudowali nam bliźniak, dom z jednym piętrem i parterem przedzielony na pól. Jedna do drugiej może dostać się jedynie przez drzwi wejściowe i balkon ale to ryzykowne, bo też jest przedzielony grubą scianą.
Myślę, ze tak jest dobrze. Każda ma swoje prywatne życie. Ale oczywiście wspieramy się cały czas, Mery potrzebuje mnie a ja jej.
Po moich jakże użekających rozmyślaniach zdjęłam wszystko co miałam na sobie. Weszłam do łazienki by po chwili znaleźć się pod prysznicem. Letnia woda spływała po mojej twarzy, włosach i reszcie ciała. Wziełam mój ulubiony malinowy żel po prysznic i rozlałam go po całym ciele i na dłoń. Rozsmarowywałam dokładnie, piana robiła się szybko. Ale szybko spływała po mnie. Na koniec umyłam miętowym szamponem włosy. Wyszłam z łazienki po prostu naga, sama jestem w domu więc co ja mam się przejmować. Poszłam do garderoby i założyłam bieliznę, czarne dresy i za dużą bluzę. Założyłam to i jeszcze grube skarpetki z motywem supermena. Wyszłam na balkon, usiadłam wygodnie, wyciągnęłam szluga, zapalniczke i odpaliłam. Rozkoszowałam się tym szlugiem dopóki on się nie skończył. Zaczęłam wiec drugiego. Skończyłam. Wróciłam i położyłam się już do łóżka. Ostatnie o czym pomyślałam to słowa 'wyjebane, od teraz tak będę żyła, to ja wykorzystuje i ranie, koniec. Zimna suka. Tak, to teraz ja.'
środa, 16 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz