-wyjdz z mojego domu natychmiast!
-ale..
-wypierdalaj i kurwa więcej nie wracaj..
Wyszedł nic nie mówiąc. Może trochę za ostre słowa ale no kurde niech nie pozwala sobie. A po za tym po cholerę powiedział 'chce ciebie' on wogle myślał nad swoimi słowami czy po prostu jest taki chamski. Nie ważne. „ale przyznaj że podoba ci sie" odezwala się moja podświadomość. Nie. Jest...hmm...przeciętny. Nic w nim specjalnego.
-kim! Jest jeszcze Bartek?-siostra się obudziła?
-nie, wyszedł przed chwila
-czemu?mówił gdzie?
-mowil ze cos mu wypadlo - musialam sklamac. Nie powiem ze wygonilam go ponieważ chciał mnie dotknąć. Znowu prawilaby mi kazanie na temat tego, ze mam się przelamać i tak dalej.
-aaha..-tylko tyle?myslalam ze znowu czegoś będzie chciała a tu nic, ide na gore-Kim..-a jednak,ech-moglabys zrobić cos dla mnie?
-w miarę moich możliwości...
-wiem, ze tego nie robisz i tego nie lubisz,ale..-wstrzymala się na chwile
-ale...
-pojdziesz dzisiaj ze mną do klubu wieczorem? Proszę.-no nie..
-Mery...
-ale blagam cieee
-Mery...
-prosze
-Wiesz, ze będą na mnie patrzeć z obrzydzeniem..
-ja wiem i wszystko rozumiem, ale chodź, proszę, nie mam z kim dzisiaj isc
-ugh, dobra pójdę
-oo jak się cieszę jak się cieszę...
-ale nie będę nakładać spodniczek, sukienek, bluzek z dekoldem, szpilek i wrocimy o północy
-o północy się dopiero impreza rozkreci ale skoro tak to zgadzam się na wszystkie warunki
-to o której idziemy?
-o 21 i przyjedzie mój kolega po nas
Do godziny 20 brzydko mówiąc, opiedalalam się, nie miałam na nic ochoty, lezalam i myslalam nad zyciem. Zaczelam się ubierać, zalozylam marmurowe szare leginso-spodnie(inne wiszą brzydko na mnie), czarna pokoszulke, bluzę czarna z ćwiekami na ramionach, szwach i na sciagnieciach bluzy u dołu, zalozylam jeszcze swoje ulubione glany, makijaż nalozylam delikatny w miarę, włosy rozpuscilam i przelozylam na jeden bok. Nie biorę komórki nie jest mi potrzebna, zalozylam tylko czarno zloty zegarek. Widniała na nim właśnie godzina 20:57. Mery jeszcze nie było. Weszlam do kuchni i nalalam sobie soku pomarańczowego. Gdy wypilam wszystko była godzina 21:05. Uslyszalam trabienie przed domem.
-Mery! Chyba twój kolega przyjechał.-cisza...-Mery kurwa no!-cisza..znowu.-Mery ja pierdole chciałas żebym jechała to kurwa chodź juz i miejmy to za sobą.
-juz! Ide , nie można juz się pomalowac.
-mialas od chuja czasu, teraz chodźmy
Wyszlysmy do samochodu który stal przed domem. Mery usiadła z przodu a ja z tylu z jakimś chłopakiem. Widziałam jak przywitała się z nim calusem, ale tylko w policzek nie widziałam kto to był.
-Kamil jestem-przywital się chłopak z którym dzielilam tył
-Kim-podalam mu dlon. Widziałam jak patrzył na moja rękę zmieszanym wzrokiem.
-hej Kim-chlopak z przodu to Bartek.
-czesc-powiedzialam oschle. Cala drogę siedziałam w ciszy, oni rozmawiali o imprezie i ile to wypija. Katem oka widziałam jak Bartek spogląda na mnie w lusterku. Było to komiczne wręcz. Zauwazylam ze Bartek i Mery trzymali się za ręce. „Sa para" pomyslalam. Gdy dotarlismy cala trojka szybko wysiadla z samochodu, ja pomimo nastawienia pozytywnego z poczatku zaczelam się wachac.
-Kim idziesz?-Zapytała Mery.
-tak jasne-Kim wzięła mnie za rękę i razem z chłopakami weszlysmy do klubu. Usiedlismy na wysokich krzesłach obrotowych, chłopaki zamowili dla nas jakies napoje, ja poprosilam o bezalkoholowy, Bartek tez taki wziął, wkoncu prowadził. Po chwili trojka wyszła na parkiet. Ja wiedziałam sama dopóki nie przyszedł lekko wstawiony Kamil i nie poprosił mnie do tańca. Wygladalam pewnie jak żywy szkielet który na dodatek tanczy. Śmieszny widok pewnie. Gdy się zmeczylam po jednej piosence, niestety nie mam za dużo energii, zeszlismy z Kamilem z parkietu. Rozmawialiśmy troche. On z wymowka ze musi iść do łazienki wyszedł. Ja w tłumie odnalazlam Bartka i poprosilam o kluczyki do jego samochodu. Nie odmówił. Wyszlam z klubu i usiadlam w samochodzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz