sobota, 1 marca 2014

Obudzilam się z krzykiem, serce biło mi tak jakby miało mi zaraz wyskoczyc z klatki piersiowej,poczulam chłód rozejrzalam się po ciemnym pokoju...otwarte okno? Przecież chyba było zamkniete. A może mi się wydaje. Wstalam i pokierowalam się do lazienki, przyjazalam się swojemu odbiciu w lustrze, blada zaspana wychudzona twarz, drobne usta, oczy nie wiadomo jekiego koloru, nos drobny..Boże jak ja nie nawidze swojej twarzy.. Włosy kasztanowe proste, czasem uzywam dopinek , myślę ze pasują mi, zaczelam zdejmować z siebie szeroki T-Shirt ... Boże jak ja się zniszczylam. 3 lata temu zachorowalam, uwazalam ze jestem okropnie gruba, nie jadlam, bralam leki przeczyszajace, wymiotowalam, by zjeść gryza jabłka robilam 50 brzuszkow, az w końcu doprowadziłam się do takiego stanu, leczenie zaczelam, więcej niż rok temu, pomogły mi książki, pewnie myslicie ze to głupota ze nie da się samej sobie pomoc ale jednak da się, zaczelam dużo czytać i motywowac siebie tym samym, siostra tez mi pomagała przetrwać początki, rodzice za bardzo zabiegami by zauważyć to.
Przygladalam się każdemu centymetrowi ciała, wystające zebra, o obojczykach nie wspomne, brzuch wygląda jak wciągnięty a nie jest, na rekach żadnych mięśni tylko skora i kości, nogi krzywe, nie widać mięśni, jak nawet zlacze stopy i stane prosto to uda się nie złącza, a poza tym co widzę? Blizny, uda, ręce, biodra, wszędzie tam sa kreski, one nigdy nie znikną, i nie pozwola mi zapomnieć. Może sobie zasluzylam. Nikt teraz na mnie nie spojrzy. Jestem za chuda, za brzydka, zbyt koscista.
Zdjelam bieliznę, weszlam pod prysznic, nalalam żel na rękę i zaczelam myć ciało... Nienawidzę dotykać siebie! Wszędzie kości! Wszędzie!
Gdy wszlam spod prysznicu, odwrocilam się tyłem do lustra i zgielam by podnieść ręcznik który spadł pewnie z wieszaka gdy się mylam, w pewnym momencie bezmyślnie spojrzalam w lustro. To był błąd. Kości. Kręgosłup był widoczny bardzo dobrze, można policzyć każdy krąg. Łopatki odstające, kości biodrowe również.
Szybko owinelam się ręcznikiem, umylam zęby, wyszlam. Wyjelam z szuflady bieliznę, a z garderoby szare dresy z czarnym T-Shirt'em , zeszlam na dol aby tam zrobić sobie śniadanie. Zaczynalam jesc gdy nagle uslyszalam dzwonek do drzwi. Otworzylam je i zobaczylam jak jakiś chłopak przyszedł z moja, pewnie skacowana siostra.
-wchodzcie
Zaprosilam ich, siostra skierowała się w stronę kuchni. Ja zostalam z nim.
-to jak wchodzisz-zapytalam
-nie chce robić kłopotu
-nie no ok, wchodz i czuj się jak u siebie w domu
Wzruszył ramionami i wszedł.
-a tak wogule to Bartek jestem-podal rękę
-Kim-poszlismy do salonu tam siostra leżała i chyba spala? Spojrzalam na Bartka
-no to chyba sobie nie usiadziemy na kanapie-usmiechnelam się, on tez.-chodzmy do kuchni..-przykrylam Mery kocem i poszlak do kuchni gdzie był juz Bartek.
-chcesz cos do picia?
-chce ciebie- wykrzywil usta w zadziorny usmiech. Spiorunowalam go wzrokiem...Boże jaki on przystojny, czarne włosy w nieładzie, lekki zarost, bluza z logiem Kaen'a, dresy i air max'y.
-prosze? Czy aby nie zapedziles się.
-moze-wstal i chciał podnieść z blatu moja rękę
-nie dotykaj mnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz